Ostatnio trafiło mi się zadanie migracji Virtual-Servera 2005 R2 do Hyper-V Servera R2 (tego darmowego dostępnego tu). Myślę sobie, to będzie nie dość ze fajne to i proste zadanie, bo raz ze pozbędę się starego niezbyt przez mnie lubianego Virtual Server 2005 R2 i jego chorego interfejsu zarządzania przez WWW a dwa ze pobawię się nowym Hyper-V Serverem R2 gdzie interfejsu nie ma w ogóle ale wbrew pozorom można tam zdziałać naprawdę dużo. Maszyna na której to wszystko się działo to HP DL380 G5 wiec nie jakiś stary szrot. Przeczytaj Więcej…
Wirtualne ciekawostki.
Napisane w Hyper-V, Virtual PC 2007, Virtual Server 2005, Wirtualizacja, Z życia wzięte | Tagi:Hyper-V, VHD, virtual pc, Virtual Server 2005
Wrażenia z MTS-a (2009)
Miałem to opublikować wczoraj by chociaż data posta pokazywała wrzesień (nie żebym ostatnio nic nie pisał 2 miesiące) no, ale lepiej późno niż wcale, poza tym nie pisałem bo nie było co i też nie ukrywam, że mi się nie chciało. Dobrze ze był ten MTS bo mnie trochę zmotywował do działania nad paroma nowymi pomysłami ale o tym później.

Nieopłacalny monitoring ?
Session Broker Cz2 – DNS RR
W końcu się zebrałem. Dziś o tym o czym miało być w zeszłym miesiącu ;) 2 serwery terminali w farmie, Session Broker, i DNS Round Robin.
Zanim przejdę dalej, mały skrót co to jest DNS Round Robin i jak to działa.DNS RR to takie dziwne rozwiązanie pseudo load balancingu i pseudo odporności na awarie. Na serwerze DNSu, pod który podlegają nasze stacje klienckie konfiguruje się to bardzo prosto. Przy założeniach ze mamy 2 serwery terminali T1 = 10.0.0.1 i T2 = 10.0.0.2 oba maja w DNSie rekordy typu A. Fajnie tego nie ruszamy, przyda się jak kiedyś trzeba będzie się połączyć do każdego serwera z osobna po coś. Tworzymy 2 nowe rekordy o tej samej nazwie.
Terminal IN A 10.0.0.1
Terminal IN A 10.0.0.2
Napisane w IT, Windows 2008 | Tagi:DNS Round Robin, SB, Session Broker, Terminal Services, windows 2008
Druga strona medalu…
W Anglii problemów się nie rozwiązuje. Dyskutuje się o nich, plotkuje robi się 10 meetingow w tej kwestii. Produkuje się tonę raportów i potem nic z tego nie wynika. Z byle gównianego problemu potrafią tu zrobić mega sprawę, gdyby posłużyć się analogia:
Jest dziura na ulicy codziennie 100 samochodów w nią wpada. Robi się wiec meeting nr 1 nr 2 nr 3 , gdzie ta dziura jaka duża, jaka głęboka, jak by to naprawić. Ściąga se ‘feedbacki’ czyli co ludzie myślą od tych biednych kierowców co w nią wpadli. Ściągną nawet gościa, który walcem po tej drodze jeździł 10 lat temu by zapytać o ‘feedback’. Co? czemu? dlaczego? I co on o tym myśli. Jak to obserwować na początku można sobie pomyśleć. “Jej ale oni zorganizowani tak powinno być żeby w PL tak było to by dopiero było.”
Przez jakiś rok, może trochę krócej, nim nadszedł kryzys tak myślałem, dopiero jak sytuacja się pogorszyła – i to w UK czuć – wyszła na jaw totalna ułomność wszelkiej maści decydentów. Na własnym przykładzie, z ostatniego team meetingu IT pamiętam tyle ze nie mogę używać firmowego mleka do płatków – to jest tylko do herbaty. Gdzie w tle był problem redundancji hostów Hyper-V – serio ;) Biurokracja, która ciągnie się w nieskończoność mimo, iż w porównaniu do polskiej jest banalna. Wychodzi na to, ze z myśleniem ciężko, że nikt nie jest naprawdę przygotowany na to ze coś może pójść nie tak, ze coś będzie źle. Do tego dochodzi brak odpowiedzialności i rozdmuchana tolerancja, która powoduje ze nikt nikogo nie opierdoli wprost mówiąc mu co źle zrobił tylko powie to w taki sposób ze ten drugi chyba nie zrozumie i się nie przejmie nie pomyśli nie wyciągnie wniosków.. problemu nie ma… a jest i sam się raczej nie rozwiąże.
Napisane w Anglia, Z życia wzięte, Zauważyłem | Tagi:Anglia, Kryzys, Praca
Ciekawostka bardziej, w ogóle z IT nie związana, chociaż zależy jak na to spojrzeć. Krotko, monitoring nieba lub jak kto woli bliskich okolic ziemi w NASA to maja do dupy. Zapewne oni by chcieli dobrze ale nikt im nie chce dać kasy bo się… nie opłaca. Tak czy siak – scenariusz jak w