Archiwum

Posts Tagged ‘Anglia’

Posypało śniegiem…

6 Styczeń, 2010 Dodaj komentarz

Heh, trochę śniegu i w tym kraju jest paraliż. Szkoły pozamykane, komunikacja miejska ma opóźnienia jak PKP, pociągi jeżdżą czasem, na ogól wcale.  A to wszystko przez cale nie wiem max 5cm śniegu. Nie no 5 to przesada z 3-4cm może spadły. Już rok temu były podobne jaja, sparaliżowało Londyn etc. W tym roku to samo, zero wniosków.  Normalnie jak u nas. Ludzie kompletnie nie maja pojęcia jak jeździć samochodem w takich warunkach, ba wątpię by mieli zimowe opony obstawiałbym raczej na sezonówki. Chodniki też niezbyt po-odśnieżane, mam wrażenie ze oni kompletnie losowo to robią, trochę tu trochę tam a po środku zaspa.. To, że w firmie nie ma połowy ludzi to norma, w końcu przecież w tak trudnych i ciężkich warunkach nie mogą biedni dotrzeć. I nawet nie chcą. I te teorie podczas fascynującej podroży pociągiem (który ze względu na śnieg tak na wszelki wypadek jedzie wolniej bo jeszcze by się rozpadł od naporu tych ‚ton’ śniegu.) „Tyle śniegu to musi być coś nie tak” „Jak ja dotrę do domu, gorzej jak na… no tam gdzie tyle śniegu leży.. przecież wiesz Henia” „U was w Polsce tez pada śnieg?” „To na pewno od tego globalnego ocieplenia, tak mówili w BBC” „Tak źle to jeszcze nie było” Dobrze by też było wspomnieć o budownictwie  – większość tych domków „klonów” nie ma ocieplenia no bo „Kiedyś to śniegu w ogóle nie było” a no i z normalnym ogrzewaniem u nich tez nie ma lekko. Na ogół w modzie są pseudo gazowe kaloryfery w każdym pokoju lub 3 kilowatowe grzejniki na prąd, które świetnie zżerają prąd ale niezbyt ogrzewają… i co – Imperium ugina się pod ciężka pokrywa 5cm śniegu.

Co by było jakby spadło z 15cm-20cm… póki co cały czas pada może się przekonam i dostarczę jakiegoś materiału obrazkowego ;)

Reklamy

Druga strona medalu…

14 Lipiec, 2009 1 komentarz

druga strona W Anglii problemów się nie rozwiązuje. Dyskutuje się o nich, plotkuje robi się 10 meetingow w tej kwestii. Produkuje się tonę raportów i potem nic z tego nie wynika.  Z byle gównianego problemu potrafią tu zrobić mega sprawę, gdyby posłużyć się analogia:

Jest dziura na ulicy codziennie 100 samochodów w nią wpada. Robi się wiec meeting nr 1 nr 2 nr 3 , gdzie ta dziura jaka duża, jaka głęboka, jak by to naprawić.  Ściąga se ‚feedbacki’ czyli co ludzie myślą od tych biednych kierowców co w nią wpadli.  Ściągną nawet gościa, który walcem po tej drodze jeździł 10 lat temu by zapytać o ‚feedback’.  Co? czemu? dlaczego? I co on o tym myśli.  Jak to obserwować na początku można sobie pomyśleć. „Jej ale oni zorganizowani tak powinno być żeby w PL tak było to by dopiero było.”

Przez jakiś rok, może trochę krócej, nim nadszedł kryzys tak myślałem, dopiero jak sytuacja się pogorszyła – i to w UK czuć – wyszła na jaw totalna ułomność wszelkiej maści decydentów. Na własnym przykładzie, z ostatniego team meetingu IT pamiętam tyle ze nie mogę używać firmowego mleka do płatków – to jest tylko do herbaty. Gdzie w tle był problem redundancji hostów Hyper-V – serio ;) Biurokracja, która ciągnie się w nieskończoność mimo, iż w porównaniu do polskiej jest banalna. Wychodzi na to, ze z myśleniem ciężko, że nikt nie jest naprawdę przygotowany na to ze coś może pójść nie tak, ze coś będzie źle. Do tego dochodzi brak odpowiedzialności i rozdmuchana tolerancja, która powoduje ze nikt nikogo nie opierdoli wprost mówiąc mu co źle zrobił tylko powie to w taki sposób ze ten drugi chyba nie zrozumie i się nie przejmie nie pomyśli nie wyciągnie wniosków.. problemu nie ma… a jest i sam się raczej nie rozwiąże.

Odpowiedzialność rozproszona..

22 Styczeń, 2009 1 komentarz

Jakby tytuł napisać po angielsku, to by wyszło nawet całkiem technicznie-komputerowo ale dzisiaj nie o tym. Odpowiedzialność rozproszona to nic innego jak sens życia i pracy chyba całego społeczeństwa angielskiego, dobra nie wiem czy całego. Swój wywód opieram na obserwacjach przeróżnych sytuacji w mojej firmie, i w firmach, dla których moja firma jest klientem.  Sprawa jest prosta: Winnych nie ma albo nie da się ich znaleźć albo co najciekawsze nikomu nie chce się ich szukać, przejmować – jednym słowem cokolwiek zrobić by przeciwdziałać sytuacji X w przyszłości.

W zasadzie każda duża angielska firma jest expertem w ‚uprawianiu’ odpowiedzialności rozproszonej moim faworytem będzie tu chyba British Telecom, podejrzewam ze wszystkie inne duże instytucje maja to samo, banki nie banki, agencje rządowe itp (W Wielkiej Brytanii tygodniowo ginie jeden laptop z poufnymi rządowymi danymi) (Od MI6 można czasem kupić fajna używana cyfrówkę, a jak dobrze pójdzie to znaleźć na niej zdjęcia jakiś wyrzutni rakietowych i innych tajnych bzdur) (marynarkę wojenna UK atakują wirusy) Im więcej siedzę w tym kraju tym więcej się zastanawiam jak to jest ze to wszystko funkcjonuje.. poziom olewatorstwa w tym kraju jest mistrzowski.

Czytaj dalej…

Nasi na lotnisku..

17 Wrzesień, 2008 2 Komentarze

Miało być o Hyper-V ale znów jakoś tak wyszło ze jestem w PL, tak jak lubię latać do PL tak – nienawidzę – czekać na lotnisku, szczególnie w sporej grupie naszych. Nie wiem czemu tak jest ale nasi zawsze ilekroć lecę zachowują się jak bydło i generują niezły poziom wstydu. Startowałem z lotniska w Doncaster, nie za duże lotnisko, kameralne nawet bym powiedział – coś jak w Poznaniu tylko jakby trochę lepiej przemyślane. Na lotnisku z 500-700 osób w tym ze 150 naszych, w zasadzie dopóki nie widać samolotu który leci do PL na płycie lotniska to jest lux, w momencie jak się tylko pojawi to się zaczyna.. Nie wiem czemu jak nasi wsiadają to wszelkie zasady przestają obowiązywać. Jak nigdzie przy bramce do PL ustawione są regulatory ruchu ludzi czy nie wiem jak to nazwać, w każdym razie taki  labirynt pasów. Od razu pojawia się też policja.. Nasi się pchają, wpychają, przepychają, normalnie zachowują się tak jakby tam miało zabraknąć miejsc albo jakby już startował i trzeba za nim biec. Wszelkie pierwszeństwa wejścia na pokład tracą sens, numerek miejsca na bilecie tez nie ma znaczenia. Każdy ponad każdym, obsługa lotniska się śmieje, całe CCTV lotniska patrzy na bramkę do PL.. Już w samolocie nikt nie słucha obsługi, pasy bezpieczeństwa też są nie dla naszych. Pominę już upychanie wypchanych do granic możliwości bagaży podręcznych do schowków. Zainteresowanie pojawia się tylko w 2 przypadkach podczas lotu. Pierwszy z nich to jak trochę zatrzęsie (turbulencje) a drugi no cóż.. jak obsługa zaczyna sprzedawać.. piwa.

Priorytety..

2 Wrzesień, 2008 Dodaj komentarz

Okazuje się, że w UK priorytety sa zupełnie inne niż w PL, sproboje to wyjaśnić na przykładzie opracowanego na podstawie moich obserwacji zestawienia od 1 do 5 – gdzie jeden to najwyzszy prorytet a 5 to najniższy.

1. Super kurwa pilne – Tydzień czasu na zrobienie czegos co mozna zrobic w 20min.
2. Super pilne – przeważnie koło miesiąca czasu na zrobienie czegoś, co może zająć 2-3dni.
3. Pilne – Miesiąc czasu na zadanie, które zajmuje max 1h.
4. Normalne – Pół roku czasu lub więcej na coś co można zrobic w 1h.
5. Mało ważne – wogóle nie musisz robić nigdy jak Ci sie nie chce.

Coś więcej postaram się skrobnąć niedługo. Zwłaszcza dla tych co myślą o UK Dream.

Kategorie:Anglia, Praca, Zauważyłem Tagi: ,

UK z ulicy

2 Sierpień, 2008 Dodaj komentarz

Dziś kilka (w końcu) fotek, troche alternatywnych może – ale tak to wygląda na codzień. Poniższe zdjęcia przedstawiają okolice mojej pierwszej mety. Zdjęcie numer 1 – widok z okna. Zdjęcie numer 2 uliczka nieopodal.

Wieczorna Panorama..

Keep Britain Clean..

PS. Keep Britain Clean to typowo Angielska ups, Brytyjska akcja promująca czystą Anglię. Tak naprawde nic z niej nie wychodzi czysta hipokryzja. Z jednej strony napis na trawniku „Keep Britain Clean” z drugiej gość wcinający BigMaca i wywalający kartonik na ulice jak gdyby nigdy nic. Zdjęcie powyżej to typowe zaplecze angielskiej uliczki, która z przodu wygląda jeszcze jako tako, to z tyłu wygląda własnie tak.

Niedługo postaram sie wrzucić pare ‚pozytywnych’ fotek z nad oceanu.

Kategorie:Anglia, Z życia wzięte Tagi:

BT vs. TP

1 Lipiec, 2008 2 Komentarze

British Telecom – coż TP do nich to jest firma z bajki, w której idzie zalatwić wszystko niemal od ręki. Ale o co chodzi ? Ano zachciało mi się sensownego dostępu do Internetu. Ponieważ metoda via GSM, o której można poczytać gdzieś poniżej niezbyt działa zainteresowałem się inną droga – wypadło na linię telefoniczną a więc ADSL. Jak ADSL w UK to najlepiej z BT bo utrzymanie lini telefoniczej BT tak czy siak trzeba placic 11£ co miesiąc. Dorzuciłem do tego łącze 8/1.3mbps (24,99£) no i co.. no i czekam. Czekam juz drugi tydzień. Dziesiątki telefonow do BT w stylu „Jak to jest, że rachunki doszły po 2 dniach a paczki z modemem nadal wysłać nie możecie” „brak sygnału DSL na linii” „Wszystkie moje dane osobowe w waszym systemie są żle”…

W tym momecie chwile myślałem czy pisać dalej by nie przegiąć ale co mi tam. Kurwa. To co sie wyrabia w tym całym call centre BT to przechodzi ludzkie pojęcie. Pracują tam chyba sami debile, którzy nie dość ze nic nie wiedzą to jeszcze ledwo znają angielski… Można tam dzwonić i dzwonić (z darmowego numeru a wlaściwie kilku, które tak naprawde nie są darmowe jak sie łączy z komórki). Można pytać o co się chce ale i tak nie uzyska się odpowiedzi na temat (no chyba żeby chciało się coś kupić)  Przełączano mnie między działamy chyba ze 30 razy już i do tej pory udało mi sie ustalić że:

1. Modem został wysłany ale w sumie to nie podali firmie kurierskiej numeru mieszkania (Tu ciekawostka, mimo ze kurier nie znał numeru to zgodnie z systemem śledzenia paczek na ichnej stronie widać, że 2 razy był pod budynkiem i 2 razy sie wrócił, rozumiem raz był nie ma numeru poszedł… ale po co  przyszedł drugi raz jak dalej danych nie miał?) i tak dalej… Upragniony modem ma  dojśc niby dzisiaj, jeszcze rano paczka w systemie sledzenia istniała teraz już dostaje błąd mimo to miły pan z pakistanu zapewnia mnie ze paczka na pewno będzie dzisiaj.. zobaczymy.

2. Linia telefoniczna a co za tym idzie sygnał DSL jest. Ciekawe, że jak sprawdzałem to na innym modemie też od BT i nie było.  Po 30 minutach słuchania uspokajającej muzyki na infolinii BT, odezwał się tym razem dla odmiany jakiś hindus, który zapewnił mnie iż u nich wszystko działa, i czy może mi jeszcze jakoś pomóc, zakończyłem z nim rozmowe na tym etapie czekam na tą paczke.

Tak czy owak jak by ktoś chciał sie zaopatrzyć w Internet w UK to najlepszym rozwiązaniem okazuje się jak na ironię WiFi od „sąsiada”